240 tysięcy złotych stracił właściciel sprzętów, które w całości spłonęły podczas pożaru garażu pod Skierbieszowem. Inny garaż spalił się wraz z wyposażeniem koło Szczebrzeszyna.
Przełom stycznia i lutego przyniósł dwa duże pożary garaży na Zamojszczyźnie. W obu przypadkach ich właściciele stracili praktycznie wszystko, co tam przechowywali.
1 lutego tuż przed godz. 10 strażacy zostali wezwani do pożaru garażu w miejscowości Wysokie (gm. Skierbieszów). Na miejsce natychmiast udał się zastęp z Zamościa, ściągając do pomocy cztery jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej ze Skierbieszowa, Majdanu Skierbieszowskiego, Grabowca i Lipiny. Jednakże do przebyciu 29 kilometrów okazało się, że właśnie zamojscy strażacy dotarli pierwsi na miejsce. - Dodatkowym utrudnieniem było umiejscowienie płonącego obiektu z dala od drogi przez co trzeba było przedostać się przez śnieg i lód - mówi kpt. mgr inż. Marcin Żulewski, zastępca rzecznik Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej z Zamościa.
Okazało się, że pożarem objęty jest cały budynek, który w dodatku zdążył się zawalić. Kłopot stanowiła także jego drewniana konstrukcja, gdzie jedynie ściany osłonowe i dach były wykonane z blachy. W tej sytuacji z góry było wiadomo, że nic się nie da uratować. Spalił się garaż, a także sprzęt rolniczy w postaci ciągnika marki lamborghini, przyczepy, agregat uprawowego, siewnika i elektronarzędzi. Wszystko warte łącznie 240 tysięcy złotych. Najbardziej prawdopodobną przyczyną zdarzenia jest zwarcie instalacji elektrycznej w stosunkowo nowym ciągniku. Akcja ratownicza trwała 2 godziny i 40 minut.
Dzień wcześniej przez prawie 6 godzin z podobnym pożarem zmagali się strażacy z południa regionu. W Brodach Dużych (gm. Szczebrzeszyn) również płonął drewniany garaż i samochód - w tym wypadku nissan sunny. Budynek miał przeznaczenie warsztatowo-gospodarcze, stąd znajdowało się w nim wiele materiałów łatwopalnych w postaci butli z acetylenem, kanistrów z benzyną, farb oraz lakierów. - Najważniejszym zadaniem strażaków było obronienie przed ogniem domu mieszkalnego, do którego przylegał płonący obiekt - mówił Marcin Żulewski. Udało się to zrobić, ale straty też były poważne. Spalił się bowiem bowiem nie tylko garaż i samochód, ale i większość znajdujących się tam rzeczy, w tym kosiarki i piły spalinowe. W sumie wartość strat oszacowano na 30 tysięcy złotych.
rmar